Jak wielu Polaków zaczynających swoją przygodę w Londynie czy też w ogóle w obcym kraju pomyślałam, że wśród rodaków będę się czuła bardziej komfortowo. Wynajęłam zatem mieszanie z Polakami.

Jako osobie z mocną wiarą w ludzi nie chciałam wierzyć w teksty typu: “Jak Ci Polak za granicą nie zaszkodził to już Ci pomógł”, „Polak za granicą to najgorsze co może Cię spotkać” itd.

Nie odbierzcie mnie źle, żyjąc za miedzą spotkałam różnych Polaków, zarówno hmmm dość specyficzne grono, jak i super życzliwych i bardzo fajnych.

Do rzeczy!
Jak wiadomo, każdy ma jakieś marzenia, ktoś pragnie być strażakiem, ktoś inny ortopedą czy operatorem kamery. Odkąd pamiętam zawsze marzyłam o podróżach i pragnęłam zamieszkać w Londynie, skończyć tam studia i żyć jak w bajce w otoczeniu eleganckich dżentelmenów. No o damach to wtedy nie myślałam, wiecie jak to jest w nastoleniej głowie 😉.
W sumie to najpierw chciałam być Birtney Spears, ale po tym, jak ogoliła głowę to zrezygnowałam.
Do konkretów. Jak wspomniałam stwierdziłam, że poszukam pierwszego pokoju właśnie w polskim towarzystwie.
Pokój nie wielki, ale schludny znalazłam przez internet, jeszcze będą w Polsce. Z wynajmem pomogła mi koleżanka, która w tym czasie przebywała w Londynie. Podjechała na miejsce, obejrzała dom, poznała ludzi i dała mi zielone światło.
Para, od której wynajmowałam pokój super sympatyczna dostęp do ogrodu wspólna kuchnia no po prostu warunki idealne. Pakuje się i jadę, a raczej lecę jak na skrzydłach spełniać marzenia.

Pierwsze wrażenie faktycznie było jak przez telefon, nawet nie wiecie jak się cieszyłam, że trafiłam na kogoś wydawać by się mogło normalnego 🙂

Hałasująca herbata

Coś dziwnego zaczęło się dziać już dwa dni później. Mianowicie, pokój był nie komplenty brakowało w nim szafy, obiecany mebel przybył z opóźnieniem, ale co tam. Poskładany przez hmmm “landlorda” po 21 stanął dumnie w moim pokoju, w którym miałam dwa kroki od łóżka do drzwi. Postanowiłam zatem rozpakować czym prędzej kilka moich szpargałów, ponieważ dość niewygodne jest życie w walizce.
Z poszanowaniem współlokatorów zrobiłam to szybko i cichutko. Po zakończonej pracy z dumą zaczęłam oglądać kolejny odcinek ulubionego serialu, kiedy wezbrała ze mnie niepokonana ochota na herbatę. Zeszłam zatem do kuchni i z napojem Bogów w ręce wróciłam do swojej sypialni. Po chwili dostaję sms: “Czy mogłabyś proszę, rozpakowywać się w ciągu dnia. Niektórzy jutro pracują”.
W sumie spoko, ale ja skończyłam godzinę temu. Czy zatem za głośno mieszałam herbatę…?

Znikające naczynia

Mama porządku mnie nauczyła. Dobra tak na serio czasem mi się nie chcę sprzątać, ale kurde wynajmując pokój w domu z innymi ludźmi, nie chcę być brudasem i zawsze utrzymuje czystość. Po każdym posiłku myłam kubeczek i talerzyk, odstawiając na bok do wyschnięcia. Parę razy jak jednak wracałam do kuchni, aby schować suche naczynia do szafki, ich już tam nie było hmmm…. Dziwne. Po dwóch dniach magicznie znikających naczyń otrzymałam komunikat — My w tym domu dbamy o czystość i za każdym razem musisz chować po sobie naczynia, to jest przesada, żebym ja musiała robić to za Ciebie.
Przysięgam, że jak mordę mam niewyparzoną i cisnęły mi się miliony słów na usta, tym razem je zamknęłam. W końcu byłam w Londynie! Kto by się tym przejmował.

Zazdrośnica

Dość szybko udało mi się znaleźć fajną pracę, aczkolwiek byłam bardzo zestresowana i zmęczona, podróżując daleko do biura. Krysia usłyszawszy, że dostałam pracę i nie muszę “sprzątać domków” zzieleniała na twarzy oczywiście gratulując mi z uśmiechem. Jednak gdy wracałam po pracy zmęczona, zapytana jak się czuję, powiedziałam, że spoko tylko zmęczona i głowa boli. Usłyszałam: no wiesz to jest JuKej, tutaj się zapierdala, a nie leży i pachnie skwitowała bezrobotna Krysia. Uśmiechając się, podziękowałam za wyjaśnienie, bo przecież ja o ciężkiej pracy nic nie wiem 😉

Części wspólne — a jednak prywatne

Bardzo szybko zweryfikowane zostały również zapewnienia o wspólnym salonie oraz ogródku. Wyżej wymieni Państwo, zamykali się w salonie i nie było opcji się do nich dosiąść. Pewnego dnia pytając wprost, usłyszałam, że : Wiesz, no niby jest wspólny, ale wszystkie rzeczy, które tam są, należą do nas i wolelibyśmy, żeby nikt z nich nie korzystał. Okay, ale po co było kłamać?
Co zatem z ogródkiem? No właśnie dupa — wyjscie na ogród znajdowało sie w salonie zatem absolutnie nie można było z niego skorzystać bo nie daj boże musiałabym przejść przez nie swój dywan!

Przybrani rodzice

Krysia wraz z mężem postanowili samodzielnie ustanowić się moimi rodzicami.
Ohhhh co to był za czas… pierwsze randki z moim obecnym mężem. Mój Pan bardzo kulturalny traktujący mnie jak damę, którą rzecz jasna jestem. Po x spotkaniach serio nie zawsze chciało mi się zostać na zewnątrz. Czasem człowiek chciał po prostu siąść pogadać czy obejrzeć film. Kurczę, jednak jak ma się samozwańczych, przybranych rodziców, to jest to ciężkie w realizacji 😉
Wyobraźcie sobie, że któregoś popołudnia mój ukochany wpadł z naleśnikami, żeby podbić moje serce. Kulturalnie wpuściłam mojego gościa do domu i zaprosiłam do mojego pokoju, żeby wspólnie szamać świeże naleśniki. Odprowadziły nas złowrogie spojrzenia oraz miny z cyklu dostaliśmy obuchem w głowę. Córko, jak śmiałaś nie zapytać nas o zgodę.
Po wyjściu ukochanego była może 10-ta wieczór zostałam wezwana na dywanik.
Jak mogłam kogoś zaprosić, ile ja go w ogóle znam, kto to jest, jakiej jest narodowości. Spadł na mnie grad pytań, na które odpowiedzi nie zamierzałam udzielić. Jak przystało na zbuntowaną eks nastolatkę, odmówiłam współpracy. Narzucono mi nowe zasady:
1. Jeśli chcę mieć gościa-mam informować o tym z wyprzedzeniem przynajmniej jedno dniowym.
2. Gość nie może spać w moim pokoju oraz musi opuścić posiadłość maksymalnie o godzinie 23.
3. Gość rzecz jasna nie może przebywać codziennie, nawet nie co drugi dzień no może ze dwa razy w tygodniu się uda.
4. Oczywiście surowo zakazane jest korzystanie wspólnie z gościem z kuchni, ponieważ właściciele chcą się czuć swobodnie we własnym domu!
Tak tylko wspomnę, że moi przybrani rodzice urządzali imprezy w kuchni w gronie swoich znajomych do późna i często nie przejmując się zdaniem lokatorów i tym czy swobodnie się czują schodząc w piżamie, po jakiegoś snacka kiedy w kuchni obcina Cię jakiś pijany obcy typ, ale przecież rodzice mogą!

Zatem jak przystało na poważną eks nastolatkę, kolejnego poranka powiedziałam uprzejme spierdalaj, oddawaj mój depozyt nygusie, wyprowadzam się. Powiem wam, że sprawiło mi satysfakcję, oglądanie zaskoczonych min rodziców. Gdzie mama Krysia stojąc za Tatą Tadeuszem, poszczekiwała jak chihuahua, żebym nawet nie próbowała, bo oni teraz nie mają na mój depozyt. Pfffff biedna mama Krysia terrorystka. Sajonara 😉

Niestety mieszkanie z obcymi ludźmi do najłatwiejszych nie należy jak się okazuję również mieszkanie z Polakami.

Ps. Mam dla Ciebie również historię o mamach w Londyńskich autobusach. Sprawdź tutaj.

Dodaj komentarz