Wiele z nas jest żonami i matkami, często bywa, że zmęczonymi matkami i żonami.
No cóż, nikt nie powiedział, że będzie łatwo.

Kochamy nasze rodzinki i trzeba o nie zadbać. Zmęczenie zazwyczaj jest współmierne do ilości posiadanych dzieci i ich wieku-jak powszechnie wiadomo :D.
Tylko co my byśmy zrobiły bez nich wszystkich?
Pytanie retoryczne rzecz jasna.

Zaszczyt mnie kopnął 😉

Od jakiegoś czasu dostąpiłam zaszczytu przystąpienia do szacownego grona mam i żon.
Oczywiście z zapałem maniaka zaczęłam obserwować mnóstwo stron i profili na Facebooku o żywieniu malucha i jak być perfekcyjną matką i Panią domu. Jakżeby inaczej!

Szczerze mówiąc, zaczęłam świrować. Wszystkie kobiety tam wydawały mi się idealne z idealnymi dziećmi, których bąki pachniały bzem, ewentualnie fiołkami.
Owe mamuśki oczywiście trenowały codziennie, gotowały pyszne dania dla mężów oraz dzieci, które jadły wyśmienite posiłki.
Zadbane, czyste w domach bez drobinki kurzu.

Natomiast ja, byłam totalnie zmęczona, z worami pod oczami jakbym schowała tam pół kilo kiełbasy. W przybrudzonym T-shircie, ponieważ mojemu maleństwu znowu się ulało.
Utknęłam w nie do końca posprzątanym domu z górą prania.
Ukochany mąż po pracy musiał się zadowolić z trudem ugotowanym makaronem z masłem i smażoną parówką. Ja w ciągu dnia zajadałam się chlebem z masłem i owocami.
Taka była ze mnie nieidealna matka.

W przerwach między próbami ogarnięcia mojego życia, które właśnie stanęło na głowie. Zerkałam na te idealne matki, które zdrowo się odżywiały, żeby ich dzieciaczki dostawały pełnowartościowy pokarm, a ja tymczasem marzyłam o tym, żeby zjeść ciepłą jajecznicę albo napić się ciepłej kawy.

Mąż po pracy znajdował mnie w różnych miejscach przysypiającą przy synku. Z młodym w ramionach z młodym śpiącym na moim po ciążowym brzuchu etc. Wyjmował mi go z ramion, dając chwilę wytchnienia.

Zastanawiałam się, w jaki sposób te babeczki ogarniają wszystko na takim poziomie w momencie, gdy ja się cieszę jak uda mi się wziąć prysznic co drugi dzień. Czy one mają sztab ludzi do pomocy?

Nie powiem, totalnie mnie te myśli przygnębiały. Zaczęłam sobie wkręcać, że coś jest ze mną nie tak, że jestem jakaś wybrakowana i tylko patrzeć jak mój ukochany przystojny mąż zacznie oglądać się za młodszymi, zgrabniejszymi i oczywiście lepszymi niż brzydka stara żona.
Ten jednak za nikim się nie oglądał, wspierał, przytulał i jeszcze bardziej kochał, słuchał marudzenia i wycierał zasmarkany nos. No ten to mi się w życiu trafił ;).

Po kilku długich i trudnych tygodniach, których było może z 12. Wszystko zaczęło się układać, młody przestał mieć kolki i zaczęłam organizować nasze życie na nowo.
To, co przede wszystkim sobie uświadomiłam i myślę, że to najważniejsze -nie muszę być idealna, a nawet nie chcę.
Góra prania mnie nie pogryzie. Dopóki mamy czyste majtki i skarpetki — nie ma tragedii, a ja nie muszę zabijać się po to, żeby zrobić pranie jak najszybciej.
Muszę dać szansę wykazać się mojemu mężowi, który potrafi ugotować spaghetti — co prawda z sosem ze słoika i parówką, ale brzuchy mieliśmy pełne.
Czas dla siebie — trzeba znaleźć zawsze!
Moje dobre samopoczucie = szczęśliwe i bezpieczne dziecko, a jak mama dobrze się czuję, to wszystko lepiej ogarnie.

Za nic w świecie nie uwierzę, że te wszystkie mamuśki, które kreują się na idealne, które strofują na facebookowych grupach inne kobiety, które odważą się przyznać, że sobie nie radzą nigdy nie dały dziecku na obiad parówki mówiąc mu, że to jego ciepły posiłek.

No śmiało drogie Panie, niech pierwsza rzuci kamieniem, która nigdy nie zrobiła dzieciakowi dnia brudasa, bo nie miała siły go wykąpać.
Kopnij mnie w dupę, jeśli nigdy nie tęskniłaś za czasem przed urodzeniem dziecka jednocześnie kochające je ponad wszystko lub ta, która nigdy nie odpuściła pozwalając dziecku wyjść w kozakach w środku lata, bo przerosło ją tłumaczenie, że to nie obuwie na tę porę roku.

Bądźcie prawdziwe i naturalne, bądźcie nie idealne, niech w waszym domu będzie bałagan, ale Wasze dzieci niech będą szczęśliwe i kochane, bo co jest ważniejsze?
Brak kurzu na kaloryferach i zmyte naczynia czy uśmiech małolata i jego maleńkie ramionka ściskające Cię za szyję w odruchu bezwarunkowej miłości?

Jeśli jesteś ciekawa jak idealna Ja poradziłam sobie z pierwszą podróżą samolotem z bobasem to zapraszam tutaj.

Powodzenia laski!

Dodaj komentarz